Andrzej Serafin:

Widziałem „Nic”. I nic. Nie powiem, że był to piękny spektakl, ani też brzydki (jak pewien krytyk, który pochopnie oceną szasta). Trudno mi zejście w otchłań zredukować do sądu estetycznego. Jest pewien klucz, który nadaje sens tym z pozoru chaotycznym gestom, cyfrom, paskom. Nie zdradzę tego klucza — tak jak nie zdradza go reżyser, a tylko zostawia ślady.

Jakimś cudem jednak źródłem sensu tego wszystkiego jest śmierć. Nie ma mnie, mówi U.G. Krishnamurti. Nie ma nic, a jednak coś jest. Jest miłość, eros. Jest miłość jako temat poezji Leśmiana i przejmującego monologu Heideggera-Kruszelnickiego, w objęciach żony, z Celanem w tle, bękartem Hermannem, kochanką Arendt i niewypowiedzianym napięciem, brzemiennym śmiercią milczeniem, które złączyło dwóch śmiałków, co w oczy nicości spojrzeli.

Jest miłość jako coś wbrew niczemu, a może nawet jako kwiat nicości. Jako zwrot nicości przeciwko samej sobie, przenicowanie siebie. Miłość w splocie ze śmiercią, ku której nie tylko zmierzamy, lecz którą wręcz jesteśmy. Z nicości w nicość, ze śmierci w śmierć, jak gdyby to wszystko, co pomiędzy, było tylko fałdką, zakrzywieniem, zaburzeniem nicości. Grymasem śmierci, która samą siebie uwodzi i zwodzi, a jednak nie chcemy umierać, jak gdyby śmierć była czymś innym niż życie. By żyć, musimy w to wierzyć i trwać w przeświadczeniu, że dobro jest nie-złe, a zło nie-dobre. A jeśli dobre jest to, co daje nam życie, owo nic, którym jesteśmy, to samo dobro nam je też w końcu odbiera. Ścina swój kwiat, aby przerodzić go w inny. Dobro zabija, aby odżyć na nowo.

Gdzieś w tle wybrzmiewają słowa wypowiedziane przez Miłoszowego Orfeusza: nie chwaliłem nicości. A może był w błędzie mniemając, że chwali coś innego niż nic, gdy odwraca wzrok od nicości i głosi apologię jej pełnego przewrotności dzieła? Nie zauważył, że ta przerwa między niczym a niczym, samo to kruche istnienie, nie jest niczym innym jak najwyższą jej chwałą.

Komentarze

Aby zapewnić najwyższą jakość usług strona wykorzystuje pliki cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Polityka Prywatności

Polityka plików „cookies”: korzystając ze strony Janusza Palikota akceptujesz zasady zawarte w niniejszej polityce prywatności: Po co nam cookie? Cookies używamy w celu optymalizowania korzystania ze stron www oraz również w celu gromadzenia danych statystycznych/analitycznych, do identyfikowania sposób korzystania użytkowników ze stron internetowych. Dane te dają możliwość ulepszania funkcjonalności, struktury i zawartości stron www, oczywiście z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. Dane osobowe gromadzone przy użyciu plików cookies są zbierane wyłącznie w celu wykonywania określonych akcji na rzecz użytkownika. Dane zawierające informacje osobowe są zaszyfrowane, w sposób uniemożliwiający dostęp do nich osobom nieuprawnionym. Akceptowanie plików cookies nie jest obowiązkowe! Możesz samodzielnie zmienić warunki przechowywania lub uzyskiwania dostępu do cookies za pomocą ustawień oprogramowania zainstalowanego w Twoim urządzeniu. Janusz Palikot nie odpowiada za zawartość plików cookies wysyłanych przez inne strony internetowe, do których linki umieszczone są na naszych stronach Zaufani Partnerzy Korzystając ze strony możesz otrzymywać pliki cookies pochodzące od Zaufanych Partnerów. Mogą oni korzystać z plików cookie do celów reklamowych, analitycznych i statystycznych. Strona wykorzystuje oprogramowanie analityczne od Zaufanych Partnerów (Google Analitics, Facebook), zamieszczając w urządzeniu końcowym Użytkownika kody umożliwiające zbieranie danych o nim. Janusz Palikot

X