Lewicowa koalicja

Jako współtwórca dwóch lewicowych koalicji radzę:

  1. Twarz lidera musi być jedna.
  2. Układ pomiędzy koalicjantami zrównoważony bez względu na siłę.
  3. Budżet!!!
  4. Najsilniejszy zawsze ustępuje, ale prowadzi dalej.
  5. Wszyscy grają do jednej bramki.
Tykocin

Tykocin

Od 30 lat przejeżdżamy kilka razy w roku przez Tykocin. W Wielkiej Synagodze zawsze była mała restauracja z kuchnią żydowską. Taka sobie w sumie. Ale właściciele, grosz do grosza, przez lata zdobyli się na hotel z restauracją tuż obok synagogi. Dobry humor i kilka tych samych osób od 30 lat. W sumie rzadko spotykana konsekwencja, pełna umiaru i równowagi. Dziś już nawet synagoga wyremontowana. W ogóle Tykocin ma to coś. Wspaniałe zderzenie kościoła barokowego z małą, XVIII-wieczną drewnianą architekturą nad samą rzeką…

Przegrana Beata

„Ok, coś tej Szydło nie chcą w Brukseli”, mówią ludzie na bazarze. Trafiło jednak też do tych, co tylko TVP mają. Dziwnie te informacje krążą, wedle logiki jakiejś emocji, często niespodziewanej.

Oczywistość wygranej

Oczywistość wygranej

Wszyscy pamiętamy, że Bronisław Komorowski miał wygrać w pierwszej turze. I wszyscy wiemy, że w ciągu miesiąca wszystko się może zmienić. Pewnym problem jest powszechne przekonanie, ale ono mija wraz z kampanią. Decyduje wrzesień.

(więcej…)

Mieć rację

Polski liberalny intelektualista musi mieć rację, nie wystarczy mu, że Y sprawa wygrała. To jest gorsze niż deficyt budżetowy.

Polscy rowerzyści

Zawzięci, nie patrzący na innych, uzbrojeni w jakieś zbroje rowerowe, wjeżdżający z ogromną prędkością i nie patrzący na nic. Tymczasem w Europie rowerzysta to człowiek, którzy podziwia świat z roweru właśnie, a nie gdzie dąży!

75%

Tylu Polaków chce ukarania biskupów za pedofilię. Dziwi mnie, że ktoś może myśleć, że to ujdzie Kościołowi na sucho.

Grzegorz Schetyna

Jak wygra wybory jesienne to stanie się jednym z najważniejszych ludzi 30-lecia.

Uroda świata

Uroda świata staje się tym bardziej widoczna im bardziej własną przemija.

Plac po Farze

Jedno miejsce w mieście potrafi jakby zdefiniować czym jest miasto. I jest to widoczne przez fakt, że miejsce takie staje się celem spacerów mieszkańców, szczególnie tych weekendowych. Takie są np. Łazienki Królewskie w Warszawie wraz z pomnikiem Szopena. I takim miejscem jest Plac po Farze w Lublinie. Mieszkając przy samym placu codziennie widzę tysiące mieszkańców miasta, którzy jakby pielgrzymują w to miejsce aby zza średniowiecznych murów obronnych Lublina i także z fundamentów kościoła św. Michała zobaczyć zamek znajdujący się na sąsiednim wzgórzu . Jest coś magicznego w tym spojrzeniu, tej perspektywie, gdzie wzrok jest jakby zapatrzony w coś niewidzialnego, w jakąś niedającą się zobaczyć historię. Jakby coś przyzywało, jakaś niewidzialna siła. Oczywiście pełno tu igraszek miłosnych młodych ludzi oraz uchwalenia się miejscem wobec kuzynów spoza Lublina. Ale zawsze jest taka chwila w trakcie wizyty, że oczy spacerujących są jakby za mgłą, że ogarnia ich jakiś resentyment. Być może jest to wynik tego, że jest to jedyna powszechna forma przeżywania przez Polaków niewidzialnego. Trzeba powiedzieć, że historia remontu Placu po Farze zaczęła się jeszcze w latach 90-tych, za kadencji Andrzeja Pruszkowskiego (cóż począć, że z PIS-u) a i ja sam mam w tym niemały udział, choć mało się o tym wspomina. Otóż byłem wówczas w trakcie remontu Domu Wikariuszy, gdzie teraz mieszkamy i należał do mnie istotny fragment placu. Tak około 1/4, całe prezbiterium aż do znacznych dziś, a kiedyś głównych drzwi MDK. Zaproponowałem wówczas prezydentowi Pruszkowskiemu, że oddam miastu za symboliczną złotówkę moją część placu, ale pod warunkiem, że wykona remont fundamentów fary, a ja będę mógł skończyć remont swojego domu. I tak się stało. Oczywiście plany odsłonięcia fundamentów Fary istniały niemal od zawsze, ale ciągle coś stało na przeszkodzie. Być może cała historia miasta i jej dzisiejsza opowieść sprowadza się do odsłonięcia tego co zawsze pozostaje niewidzialne.

Aby zapewnić najwyższą jakość usług strona wykorzystuje pliki cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Polityka Prywatności

Polityka plików „cookies”: korzystając ze strony Janusza Palikota akceptujesz zasady zawarte w niniejszej polityce prywatności: Po co nam cookie? Cookies używamy w celu optymalizowania korzystania ze stron www oraz również w celu gromadzenia danych statystycznych/analitycznych, do identyfikowania sposób korzystania użytkowników ze stron internetowych. Dane te dają możliwość ulepszania funkcjonalności, struktury i zawartości stron www, oczywiście z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. Dane osobowe gromadzone przy użyciu plików cookies są zbierane wyłącznie w celu wykonywania określonych akcji na rzecz użytkownika. Dane zawierające informacje osobowe są zaszyfrowane, w sposób uniemożliwiający dostęp do nich osobom nieuprawnionym. Akceptowanie plików cookies nie jest obowiązkowe! Możesz samodzielnie zmienić warunki przechowywania lub uzyskiwania dostępu do cookies za pomocą ustawień oprogramowania zainstalowanego w Twoim urządzeniu. Janusz Palikot nie odpowiada za zawartość plików cookies wysyłanych przez inne strony internetowe, do których linki umieszczone są na naszych stronach Zaufani Partnerzy Korzystając ze strony możesz otrzymywać pliki cookies pochodzące od Zaufanych Partnerów. Mogą oni korzystać z plików cookie do celów reklamowych, analitycznych i statystycznych. Strona wykorzystuje oprogramowanie analityczne od Zaufanych Partnerów (Google Analitics, Facebook), zamieszczając w urządzeniu końcowym Użytkownika kody umożliwiające zbieranie danych o nim. Janusz Palikot

X