List od Piotra Baucia:

PRZED KOLEJNYM SEZONEM POLITYCZNYM

Parlamentarny układ powyborczy – bez lewicy w Sejmie RP – niespodziewanie i ku zaskoczeniu wszystkich (nikt tego nie przewidział) dał PiS-owi (z dodatkami) zdolność objęcia rządu bez koalicjantów z szaleństwami K’15 lub interesownością PSL. Dodatkowo bonus prezydencki oraz konkurujące PO i .N o przywództwo w opozycji, otworzyły nieograniczoną przestrzeń działania, nie oglądając się na nic i nikogo, zwycięskiej partii. Parlamentarna legitymacja większości w Sejmie i Senacie oraz prezydencki stolec z zasiadającym nań Andrzejem Dudą, formalno-prawnie i politycznie domknęły w 2015 roku monopartyjny system sprawowania władzy, do którego mniej lub bardziej jawnie dążył cały układ polityczny III RP po 2 IV 1997 roku.

W tym historycznym momencie PiS mógłby wszystko, gdyby nie… założycielskie kłamstwo personalne. Fałszywy premier – dodatkowo z podmienioną płcią i to niegenderowo, resorty siłowe MON, ABW, MSWiA w rękach szaleńca, fanatyka i obłudnika oraz dołączenie do nich MS z samodzierżawiem zawistnika. Prezydent odurzony niespodziewanym osobistym, bo przecież nie państwotwórczym sukcesem, odkrywa się ze swoją niedojrzałością młodziaka, i to nie tylko politycznego. Dołączają do założycielskiego kłamstwa personalnego: sojusznik mocarstwa San Escobar, masakryczny pilarz puszczański wraz z oświatową budowniczynią lepszego nic. (Nawet w dniu rozpoczęcia reformowanego nowego roku szkolnego 2017/18 wciąż nie słyszymy odpowiedzi na pytanie: Po co polskiej edukacji ta reforma?)

Niestety, parlamentarna opozycja byłych wyjadaczy (PO, PSL) okazuje się być bezzębna gdy przychodzi do wyrywania krwawych kęsów z cielska obozu rządzącego. Nawykła do przeżutej przez macherów od PR-u papki politycznej gry, popijanej letnią wodą z kranu jest co najwyżej natrętną, brzęcząca muchą. Poza parlamentem, postkomuniści chwaląc ustami byłego premiera poczynania PiS-u z jednej strony oraz sympatyczna skądinąd partia Razem odcinając się od wszystkich i wszystkiego z drugiej strony, dorzynają lewicę. KOD, sprytnie wymyślony w warszawskim salonie, jak Godzilla wynurza się z oceanu mieszczańsko-ludowego gniewu. Napędza rządzącym niezłego strachu mobilizując w serii protestów kilkadziesiąt tysięcy obywateli zdeklarowanych przeciwników PiS, by pęknąć jak dęty zamek z wesołego miasteczka, przepompowany lipnymi fakturami szefa.

Po jednej stronie personalne kłamstwo założycielskie, po drugiej zwykła lipa.

Komentarze