Było zaskakująco ciemno. A jeszcze wcześniej, w siódmym terminalu, bardzo skromnie, prowincjonalnie i tak jakby gdzieś w Zamościu, Chełmie czy Biłgoraju. Odprawa zaś odbyła się bardzo szybko i w godzinę po wylądowaniu już byliśmy w taksówce, jadąc do naszego hotelu w Lower East Side. Jak się okazało dawnej dzielnicy emigrantów, w tym w szczególności Żydów z Polski. Dziś trochę jak Praga w Warszawie, dzielnicy modnej zwłaszcza wśród gwiazd internetu.

A jeszcze na lotnisku przy pasach z bagażami podszedł do nas młody człowiek i się przedstawił – Paweł z Biłgoraja. „Pan Janusz, prawda?”. Zawsze tak jest. Zawsze. Wszędzie podchodzą do mnie ludzie z Biłgoraja. W Tbilisi, Tallinnie, Atenach, Mediolanie. I zawsze „jestem z Biłgoraja”. Nawet rok temu po powrocie z Marrakeszu do Lublina na ulicy zatrzymał się kierowca i zza opuszczonej szyby spytał ze wschodnim akcentem – którędy do Biłgoraja? I było to pierwsze zdanie po polsku po powrocie z Maroka.

Droga na Manhattan była ciemna. Nie wiem dlaczego oczekiwałem, że będzie pełna świateł, neonów, reklam, szyldów. A tu jedzie się przez słabo oświetlone peryferia jak z lotniska w Mediolanie czy Londynie. Po chwili z oddali widać już wieżowce centrum. Jasne jak świątynie Akropolu w Atenach. Okazało się, że także nasz hotel jest w dzielnicy jakby robotniczej, jak na Pradze właśnie, nieoświetlonej. Wszystko tonęło w mroku. Stara infrastruktura ulic, chodników, lamp, świateł na przejściach, bankomatów, sklepików jak sprzed 50 lat. Wszędzie też śmieci. Znów jak w kinie, o akcji gdzieś na przedmieściach.

Było już po 22, gdy zameldowaliśmy się w naszym hotelu. Miejscowa restauracja miała zamkniętą kuchnię. Poszliśmy więc w miasto – przed siebie. Wszędzie zapach marihuany. Totalnie. Idzie się jakby w kłębach dymu. Lubię ten zapach. To było jak przeniesienie się we śnie do innego pokoju. Cała podróż została już gdzieś za nami, w Polsce. Po chwili nawet nie wiesz kto to jest Czarnek. Polska znika.

To była jakaś włoska kuchnia prowadzona przez Hindusów. Oczywiście nic nie było jadalne. Lokal nie remontowany od wojny. Taki rozpadający się punkt, który jeszcze trwa, podpierany przez kłęby dymu z jointów. Ale wybór win był z kosmosu. Wyłącznie włoskich. W życiu nie pomyślałbym, że w takiej spelunie może być wszystko, co najlepsze. Nazwy tej knajpy nie wypowiem, bo się wstydzę – tak była infantylna (Frankie). Rocznikowane Brunello, Barolo, Barbaresco, super Toscany. Obłęd. Za wino zapłaciłem majątek, a jedzenie dla czterech osób kosztowało 50 dolarów.

Jak zawsze i jak wszędzie w NY pełno freaków. Ludzie są tak oryginalni jak tylko można. Kelnerka miała nie tyle goły brzuch, co zasłoniętą szyję i majtki. I w tej małej dziurce jak na końcu świata była cała Ameryka.

Czytaj dalej: Noty amerykańskie. Nota trzecia

Poprzedni wpis: Noty amerykańskie. Nota pierwsza

Komentarze

Aby zapewnić najwyższą jakość usług strona wykorzystuje pliki cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Polityka Prywatności

Polityka plików „cookies”: korzystając ze strony Janusza Palikota akceptujesz zasady zawarte w niniejszej polityce prywatności: Po co nam cookie? Cookies używamy w celu optymalizowania korzystania ze stron www oraz również w celu gromadzenia danych statystycznych/analitycznych, do identyfikowania sposób korzystania użytkowników ze stron internetowych. Dane te dają możliwość ulepszania funkcjonalności, struktury i zawartości stron www, oczywiście z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. Dane osobowe gromadzone przy użyciu plików cookies są zbierane wyłącznie w celu wykonywania określonych akcji na rzecz użytkownika. Dane zawierające informacje osobowe są zaszyfrowane, w sposób uniemożliwiający dostęp do nich osobom nieuprawnionym. Akceptowanie plików cookies nie jest obowiązkowe! Możesz samodzielnie zmienić warunki przechowywania lub uzyskiwania dostępu do cookies za pomocą ustawień oprogramowania zainstalowanego w Twoim urządzeniu. Janusz Palikot nie odpowiada za zawartość plików cookies wysyłanych przez inne strony internetowe, do których linki umieszczone są na naszych stronach Zaufani Partnerzy Korzystając ze strony możesz otrzymywać pliki cookies pochodzące od Zaufanych Partnerów. Mogą oni korzystać z plików cookie do celów reklamowych, analitycznych i statystycznych. Strona wykorzystuje oprogramowanie analityczne od Zaufanych Partnerów (Google Analitics, Facebook), zamieszczając w urządzeniu końcowym Użytkownika kody umożliwiające zbieranie danych o nim. Janusz Palikot

X