Podróż na Ukrainę. Koniec.

Remanenty po podróży, czyli o czym nie napisałem

Wyjeżdżając z Kijowa miałem jeszcze wiele przeżyć, myśli, obrazów, których nie opisałem. Bo dzień tutaj to jak rok. Historia tu przyśpieszyła i zagęściła wszystko. Czas kijowski to takie pudełeczko w pudełeczku, w pudełeczku, które jest… losem każdego, kto tam trafi. Postanowiłem więc tylko zaznaczyć kilka obrazów, jakie nie znikają, choć to piszę już po wyjeździe, a więc powinny zniknąć, a jednak trwają.

Pałac Potockich we Lwowie

W tym pałacu, a więc w pałacu największego kolonizatora tych ziem, i w pałacu jednej z najobrzydliwszych rodzin polskiej historii, ludzie przyjeżdżają robić sobie sesje ślubne, komunie, rocznice. Pałac jest owszem francuski i stanowi dobre tło. Ale metafora ofiary i kata straszna.

Majdan dzisiaj

W miejscu, gdzie znajdowała się trybuna Majdanu w 2013 roku i na której stałem wówczas, jako polski poseł, dziś znajdziemy swoisty cmentarz żółto-niebieskich małych flag, z pamięcią o tych, którzy teraz zginęli. Trochę dalej ofiary tamtego Majdanu sprzed lat. Jakaś wręcz garstka tylko na tle dzisiejszych ofiar. To się zawsze tak zaczyna – od garstki.

Ściana płaczu

Na murach cerkwi coś w rodzaju ściany płaczu, czyli zdjęcia tych wszystkich, którzy zginęli; ogromna, niekończąca się ściana, rząd zgasłych świec. Horyzont.

Pozostałe wpisy:

Podróż na Ukrainę. Dzień czwarty cz. 6

Podróż na Ukrainę. Dzień czwarty cz. 6

Cerkwie

Chrześcijaństwo przyszło do Słowian z Bizancjum przez Ruś, czyli przez Ukrainę. I te cerkwie mają tam po tysiąc lat, co samo w sobie jest już fenomenem. Mimo wielu rekonstrukcji w duchu kolejnych epok, wciąż jeszcze są w nich oryginalne „greckie” freski z opisem w języku greckim. To jest zaiste niesamowite. Bez wątpienia są to dzieła sztuki, ale trzeba pamiętać, że to się nie wzięło znikąd. Na dworze Jarosława nie tylko jego żona była francuską księżniczką. To był dwór międzynarodowy. Takiego dworu nie miał ani Mieszko, ani Bolesław Chrobry, który, jak wiadomo, wjechał do Kijowa i publicznie zgwałcił miejscową księżniczkę, aby przyłączyć te obszary po raz pierwszy do korony. Bez wątpienia Chrobry był silniejszym żołnierzem, ale zwycięstwa politycznie nie wykorzystał i po zaledwie dziesięciu latach osadzony w Kijowie Światopełk stracił władzę. Tym niemniej ustanowienie chrześcijaństwa przez Kijów pozostało na wieki problemem dla Moskwy i być może odwieczny spór pomiędzy Moskwą i Kijowem tu właśnie ma swoje żródło.

czytaj dalej…
Podróż na Ukrainę. Dzień czwarty cz. 5

Podróż na Ukrainę. Dzień czwarty cz. 5

Dwiż

Armia ukraińska to kolejny fenomen tego kraju. Ponad milion żołnierzy w strukturze, która jest wzajemnie konkurencyjna, choć jednocześnie zhierarchizowana; wprawdzie z dowództwem centralnym, ale z drugiej strony z ogromną samodzielnością brygad i pułków. Tego nie ma żadna duża armia na świecie. I to daje jej niesamowitą wprost kreatywność w walce.

czytaj dalej…

Neapolitańska premiera Warlikowskiego

Sinobrody, głos ludzki, piękna i bestia

Kim jest chłopczyk, który nic nie mówi, a ma rozbity nos i siedzi w klatce z szyb, czy też w akwarium bez wody?

Ten chłopczyk to ukryty w Sinobrodym on sam? Bity przez ojca, ojczyma, dziadka? Wykorzystany seksualnie? I teraz już jako Blablabru, pan na zamku, znęca się nad żonami, aby odzyskać narrację na temat samego siebie? A gdzie jest jego matka? Dlaczego jest Nieobecna? Czy jest Przestraszona? To jedna z ofiar ojca? Czy też zajęta swoją urodą, nic nie widzi poza tym, czy jest „bella”, czy nie? Postępuje tak, bo sama jest ofiarą swojego ojca? Innego Sinobrodego? I może myśleć tylko o tym, czy się podoba czy nie.

czytaj dalej…

Podróż na Ukrainę. Dzień czwarty cz. 4

Księgarnie

Boom na rynku książek nie dość, że stworzył gigantyczny przemysł wydawnictw, tłumaczeń i księgarni, to jeszcze trafił na nowy trend na świecie, gdzie łączy się księgarnie, kawiarnie i restauracje. W ten sposób wszędzie w Europie powstają miejsca „ciekawego życia”, a nie tylko księgarnie, restauracje czy kawiarnie. I takich miejsc w wojennym Kijowie jest teraz ponad sto. Są bardzo inspirujące i nowatorskie. Piękne miejsca do przeglądania książek, podczytywania ich wraz z piciem herbaty, kawy czy wina i oczywiście kupowania. Zdumiewające! A i nie wiem czy Kijów nie jest w tym sensie liderem w Europie, a na pewno wyprzedza w tym Polskę. Niezwykły format współczesnego życia.

czytaj dalej…
Podróż na Ukrainę. Dzień czwarty cz. 3

Podróż na Ukrainę. Dzień czwarty cz. 3

Herbaciarnie

Jak grzyby po deszczu wyrastają w Kijowie jakościowe herbaciarnie. Styl parzenia herbaty jest taki jak w Chinach. Używa się najwyższej jakości herbat, zarówno świeżych, jak i prasowanych. W Polsce znam tylko jedno takie miejsce w Kazimierzu Dolnym – „U Dziwisza”. Te herbaciarnie kijowskie są w dodatku urządzone bardzo ładnie, nie rustykalnie, nowocześnie. To w sumie bardzo zaskakujące. Sposób parzenia herbaty świeżej polega na oddziaływaniu bardzo krótko – 45 sekund za pierwszym razem – temperaturą ok. 70 stopni w przypadku zielonych herbat, a czas się wydłuża, gdy sięgamy po herbaty białe i brązowe. Widok czterdziestu osób parzących herbatę jednocześnie jest bardzo fascynujący i szalenie pozytywny. W Kijowie tak jest z wieloma rzeczami.

czytaj dalej…

Podróż na Ukrainę. Dzień czwarty cz. 2

Dniepr

W Kijowie jest dwadzieścia plaż, a rzeka, choć ogromna i w mieście, to jest tak czysta, że można się w niej kąpać. I ta kąpiel była jednym z najbardziej niezwykłych doświadczeń tej podróży. Woda bowiem jest torfowa – czarna jak w Czarnej Ładzie w Biłgoraju. Mimo że dno było piaszczyste, co jest bardzo przyjazne, to woda jest borowinowa, uzdrowiskowa. Niezwykle to przyjemne i wprost magiczne, że można pływać w mieście, w rzece ogromnej jak jezioro czy morze. Ten ciemny kolor rzeki jest jak w Biebrzy czy Czarnej Hańczy. Bardzo naturalny.

czytaj dalej…

Podróż na Ukrainę. Dzień czwarty cz. 1

San Francisco Wschodu

Następnego dnia rano poszliśmy na śniadanie do jednej z tysiąca śniadaniowni w Kijowie. W telawiwskim stylu, z hummusem, szparagami, kaszą gryczaną, która jest tu wszędzie i już we Lwowie mnie zszokowała. Ukraińcy uwielbiają przebywać na zewnątrz, jeść na zewnątrz, żyć na zewnątrz i w tym sensie to coś zupełnie innego niż Polska. Inne życie. Idąc, a poźniej też jadąc przez centrum trudno się nie zachwycić skalą miasta. Kijów leży na wzgórzach z dość stromo opadającymi ulicami, jak w San Francisco właśnie. Leży też jak SF nad zatoką, którą tu tworzy Dniepr, a nie ocean; rzeka jak morze. Drogi są wprawdzie szersze niż San Francisco, ale wzgórza podobne, wielkość domów podobna. Uderza jakaś amerykańskość tego. Zaskakujące doświadczenie. Nigdy o tym nie pomyślałem, ale trzeba zaznaczyć, że Kijów, podobnie jak Lwów, jest w okresie prosperity. Ceny mieszkań, mimo wojny, nie spadły, ludzi przybywa, a już jest ich ponad cztery miliony. Od mojego ostatniego pobytu miasto wypiękniało i wydaje się bardziej zadbane niż wówczas. Mimo wojny.

Podróż na Ukrainę – dzień trzeci cz. 2

Podróż na Ukrainę – dzień trzeci cz. 2

Ciemne miasto i piwo na ulicy

Do mieszkania Olka i Maszy dojechaliśmy z dworca Uberem tuż przed 23-cią, czyli chwilę przed godziną zamknięcia lokali. Pobiegliśmy z Olkiem przez miasto do sklepu z kraftowymi piwami po coś do picia, chleb i wędzone ryby. I wszystko kupiliśmy. Piwa lane do butelek plastikowych na wynos w 20 rodzajach – to był dla mnie szok, a wszystkie bardzo dobre. Coś niesamowitego. Wręcz genialne. To jest powszechne w całej Ukrainie, że wszędzie jest lane piwo super jakości. Ten lokal był pięć minut od mieszkania Olka. W całym mieście jest ich mnóstwo.

czytaj dalej…

Podróż na Ukrainę – dzień trzeci cz. 1

Droga do Kijowa

Pobyt we Lwowie był krótki, ale to miasto wywołuje samo z siebie tyle wątków, że można by tu spędzić miesiąc, albo i całe życie. A jeden dzień we Lwowie jest jak 100 dni gdzie indziej. I pewnie można by tysiące stron zapisać o tym wszystkim, ale tym razem Lwów był dla nas jedynie przystankiem w drodze do Kijowa. Po lunchu w „Szkockiej” wyjechaliśmy więc, tym razem pociągiem, do stolicy Ukrainy i odwiecznej Rusi.

czytaj dalej…
Podróż na Ukrainę – dzień drugi cz. 5

Podróż na Ukrainę – dzień drugi cz. 5

Godzina policyjna

To się niby wiedziało: na Ukrainie jest godzina policyjna. I to nic dziwnego, wszakże jest wojna. Jednak kiedy ludzie w pośpiechu uciekają do domów przed dwunastą w nocy i kiedy o północy jest pusto jak w Polsce w grudniu 1981 roku po wprowadzeniu stanu wojennego przez Jaruzelskiego, to coś człowieka z mojego pokolenia łapie za gardło – więzienie.

Przypomniał mi się tamtem czas. Oczywiście tu godzina policyjna ma inny wymiar i jest odbierana jako słuszna, w słusznej wojnie. Wojsko na ulicach jest witane serdecznie, a ludzie są jakoś poważni i skupieni, ale nie złamani. Była to więc szokująca różnica z moim wspomnieniem. W jakimś sensie cała ta podróż była czymś w rodzaju odkrycia innego sensu wszystkiego, w tym Ukrainy, na nowo, a w jakimś sensie była to też przemiana przeszłości.

czytaj dalej…

Aby zapewnić najwyższą jakość usług strona wykorzystuje pliki cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Polityka Prywatności

Polityka plików „cookies”: korzystając ze strony Janusza Palikota akceptujesz zasady zawarte w niniejszej polityce prywatności: Po co nam cookie? Cookies używamy w celu optymalizowania korzystania ze stron www oraz również w celu gromadzenia danych statystycznych/analitycznych, do identyfikowania sposób korzystania użytkowników ze stron internetowych. Dane te dają możliwość ulepszania funkcjonalności, struktury i zawartości stron www, oczywiście z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. Dane osobowe gromadzone przy użyciu plików cookies są zbierane wyłącznie w celu wykonywania określonych akcji na rzecz użytkownika. Dane zawierające informacje osobowe są zaszyfrowane, w sposób uniemożliwiający dostęp do nich osobom nieuprawnionym. Akceptowanie plików cookies nie jest obowiązkowe! Możesz samodzielnie zmienić warunki przechowywania lub uzyskiwania dostępu do cookies za pomocą ustawień oprogramowania zainstalowanego w Twoim urządzeniu. Janusz Palikot nie odpowiada za zawartość plików cookies wysyłanych przez inne strony internetowe, do których linki umieszczone są na naszych stronach Zaufani Partnerzy Korzystając ze strony możesz otrzymywać pliki cookies pochodzące od Zaufanych Partnerów. Mogą oni korzystać z plików cookie do celów reklamowych, analitycznych i statystycznych. Strona wykorzystuje oprogramowanie analityczne od Zaufanych Partnerów (Google Analitics, Facebook), zamieszczając w urządzeniu końcowym Użytkownika kody umożliwiające zbieranie danych o nim. Janusz Palikot

X