Neapolitańska premiera Warlikowskiego

Sinobrody, głos ludzki, piękna i bestia

Kim jest chłopczyk, który nic nie mówi, a ma rozbity nos i siedzi w klatce z szyb, czy też w akwarium bez wody?

Ten chłopczyk to ukryty w Sinobrodym on sam? Bity przez ojca, ojczyma, dziadka? Wykorzystany seksualnie? I teraz już jako Blablabru, pan na zamku, znęca się nad żonami, aby odzyskać narrację na temat samego siebie? A gdzie jest jego matka? Dlaczego jest Nieobecna? Czy jest Przestraszona? To jedna z ofiar ojca? Czy też zajęta swoją urodą, nic nie widzi poza tym, czy jest „bella”, czy nie? Postępuje tak, bo sama jest ofiarą swojego ojca? Innego Sinobrodego? I może myśleć tylko o tym, czy się podoba czy nie.

(więcej…)

Polski najtrudniejszy? 0* (G+V+(w*.1)+(A2.0)+S+V(1.5))

Polski język jest najtrudniejszy na świecie.

Wreszcie jakaś naprawdę dobra wiadomość dotycząca języka polskiego. Jeśli znasz polski to znasz najtrudniejszy język świata, a zatem wszystkie inne raczej przyjdą ci z łatwością (ta druga teza nie jest oczywista). Wedle tej formuły: 0*(G+V+(w*.1)+(A2.0)+S+V(1.5)) (formuła trudności) Marek Biernat wyliczył, że tak właśnie jest.

(więcej…)
Dlaczego poeci piją?

Dlaczego poeci piją?

Wiersz Tadeusza Różewicza pod tytułem „dlaczego poeci piją” zamieściłem na odwrocie butelki wódki z jego popiersiem, stworzonej w związku z wystawieniem przez Janusza Opryńskiego ”Do piachu”. Było to dwadzieścia lat temu. Tych butelek zrobiliśmy niewiele, kilkadziesiąt. Ręcznie wykonanych.

Teraz, po latach, Janusz wznowił to przedstawienie w teatrze w Bielsku-Białej i przysłał mi zdjęcia tamtej butelki.

(więcej…)

Ruszyć umysł, czyli o Zbigniewie Mikołejko

– Jak tam się ma Zosieńka? – wołał z daleka na mój widok, bo kilkuletnia Zosia bardzo mu się uważnie zawsze przyglądała.

– Jak pan nie napisze książki o Czechowiczu, to nie daruję tego panu – stwierdził stanowczo na spotkaniu o Leśmianie, które zorganizowaliśmy z Cezarym Michalskim wokół książki „Nic-nic”. Po czym zarecytował kilka wierszy Józefa Czechowicza.

Jeżeli istniał gdzieś „Ulisses” Joyce’a w żywej postaci to był to Zbigniew Mikołejko. Był wszędzie, na wszystko miał czas, ciągle nad czymś pracował i coś pisał. Gotów do dyskusji tu i teraz, zawsze żywej, nie sztampowej. Wiecznie z papierosem i zawsze bez alkoholu.

(więcej…)
Zwariować, aby wiedzieć, czyli o Makbecie

Zwariować, aby wiedzieć, czyli o Makbecie

Krzysztof Warlikowski, reżyser Makbeta, opery wystawianej w ramach festiwalu w Salzburgu, jest tam, podobnie jak w Paryżu, bogiem. Całe trio: Małgosia, Claude, Krzysztof to bogowie; ojciec, syn boży i duch święty. Spotkała więc ich tam owacja bez końca. To było szaleństwo uznania. Spektakl owszem, był niezwykle udany i jak powiedział szef festiwalu Markus Hinterhäuser, był to najlepszy Makbet, jakiego widział, a widział ich dziesiątki. Makbet Giuseppe Verdiego odczytany został przez Edypa, przez figurę tego, że to, co nas czeka, jest niewidoczne. Pozostaje pytanie: czy to, co niewidoczne, jest takie, bo nie potrafimy tego zobaczyć, czy też dlatego, że nie możemy tego zobaczyć, a może dlatego, że jest to przez coś zasłonięte? Przez coś, co jest w nas? Uznanie było więc punktem wyjścia.

Bogowie, Austria, Verdi

Wiedźmy są ślepe. Zdobycie wiedzy o przyszłości i o motywach tego, co się dzieje, jest możliwe za cenę utraty wzroku. Ta utrata wzroku to utrata mojego rozumu. I dopiero kiedy stracę własny rozum, mogę zyskać zrozumienie. Aby zobaczyć to, co będzie, aby zobaczyć istotę świata, muszę niejako zostać opętany przez to, co patrzy na mnie. Muszę utracić swój rozum.

Makbet chce wiedzieć, więc idzie do wiedźm i realizuje potem, mocą swego rozumu, to wszystko, czego się dowiedział. Robi to, co mu ostatecznie zaszkodzi, co go zniszczy, bo jest ślepy na prawdziwą ślepotę, tę, która przynosi wiedzę; ślepotę Terezjasza, Pytii. Pozostaje w kręgu ludzkiego widzenia i dlatego zabija wszystkich, którzy mogą go zabić, dziesiątki dzieci, ale nie widzi, że jego morderca jest w nim, że to on.

Działania i motywy Makbeta często się czyta (w długiej tradycji) przez żądzę władzy lady Makbet. Warlikowski to odrzuca; jest tylko Makbet. To on działa. Tymczasem „lady” idzie do lekarza, za instynktem rzeczywistości. Nie musi wiedzieć; jest rzeczywistością.

Wiedźma, lekarz, opętanie

W spektakularnej, jak zawsze, scenografii Małgorzaty Szczęśniak, nad sceną, w jej głębi, na tylnej ścianie znajduje się przeszklony korytarz, oświetlony różowym światłem. Genialnie skomponowany z szałwiową zielenią ściany. My na widowni widzimy właściwie tylko nogi bohaterów przebiegające – niczym mojry – w momentach przesilenia. Domyślamy się, na podstawie ubioru, o kogo chodzi, ale szyba jest tak ulokowana, że widać tylko dolną część tułowia, niemal wyłącznie nogi. Samą scenę zaś, poniżej tego korytarza, wypełniają co rusz tłumy postaci, ubranych z niezwykłą precyzją w epokę fin de siècle. Są to dzieci z maskami lalek (niczym wiedźmy), greckie z natury chóry, mieszczańskie i kawiarniane grupy ciotek i wujków, karły psychozy, postacie z magii czarnej, bożkowie przepowiedni, namiestnicy i najemnicy. W jednej z największych scen świata widzimy psychozę Makbeta. Jego obłąkanie.

Makbeta-Edypa nie zabija więc żądza władzy – zabija go niezdolność poznania.

Wiedza, Ślepota, Śmierć

Jedną z najbardziej poruszających scen, gdy istota teatru jako takiego wyraża się najpełniej, jest moment, gdy z korytarza ukrytego za kotarami wyłaniają się karły, identyczne, choć odrobinę innego wzrostu, i tak się znajdują na scenie jak nieznane myśli, jak kształty emocji, na które nie ma się wpływu. Ten płynny mechanizm zjawiania się, za sprawą precyzyjnej mimiki ruchów, owych psychoz, ma w sobie coś ze strumienia jaźni. Przez chwilę rozumiemy Makbeta.

W innej, równie wstrząsającej scenie, scenie śmierci dzieci, widzimy ich maleńkie zwłoki w białej bieliźnie i figurach porzuconych zabawek porozrzucane  po całej scenie. I dopiero gdy współcześni „cerberzy” znoszą je przed widownię i układają jak trupy z masowego grobu, to te „zabawki” odzyskują ludzki wymiar. To przestawienie sensów i związków wobec powszechnego doświadczenia napędza ten spektakl w każdej scenie. Również w tej scenie tak jest – bo przecież to bycie w grobie zbiorowym zazwyczaj nas odczłowiecza. Ale nie u Warlikowskiego: tu trup, dlatego że anonimowy, staje się sobą i przemawia do nas swoim piętnem.

Seks, Władza, Biografia

Oglądając Makbeta w Salzburgu myślałem: „To prawie niemożliwe zrobić z opery taki teatr”. I to się Warlikowskiemu udało. Ale jak to było możliwe? Bo przecież zazwyczaj opera nie jest prawdziwym  dramatem, ma w sobie tylko dramat „operowy” – taki właśnie koturnowy, na niby. A tymczasem tekst Szekspira zderzony z Sofoklesem wybucha czystym teatrem. Genialność tej inscenizacji polega na tym właśnie, że udało się zrobić teatr, a nie tylko studium i inscenizację w sensie tradycyjnym.

Spektakularna wielkość formy opery i scenografia otwarta Szczęśniak, wraz z intymnym, wewnętrznym dialogiem Makbeta, tworzą niesamowitą równowagę. I choć wszystkie sceny są wręcz „wypchane” znaczeniami, metaforami i archetypami, to wszystko jest tu tylko miejscem w kompozycji; nic nie wypada poza to, co być w tym przedstawieniu musiało.

Aby zapewnić najwyższą jakość usług strona wykorzystuje pliki cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Polityka Prywatności

Polityka plików „cookies”: korzystając ze strony Janusza Palikota akceptujesz zasady zawarte w niniejszej polityce prywatności: Po co nam cookie? Cookies używamy w celu optymalizowania korzystania ze stron www oraz również w celu gromadzenia danych statystycznych/analitycznych, do identyfikowania sposób korzystania użytkowników ze stron internetowych. Dane te dają możliwość ulepszania funkcjonalności, struktury i zawartości stron www, oczywiście z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika. Dane osobowe gromadzone przy użyciu plików cookies są zbierane wyłącznie w celu wykonywania określonych akcji na rzecz użytkownika. Dane zawierające informacje osobowe są zaszyfrowane, w sposób uniemożliwiający dostęp do nich osobom nieuprawnionym. Akceptowanie plików cookies nie jest obowiązkowe! Możesz samodzielnie zmienić warunki przechowywania lub uzyskiwania dostępu do cookies za pomocą ustawień oprogramowania zainstalowanego w Twoim urządzeniu. Janusz Palikot nie odpowiada za zawartość plików cookies wysyłanych przez inne strony internetowe, do których linki umieszczone są na naszych stronach Zaufani Partnerzy Korzystając ze strony możesz otrzymywać pliki cookies pochodzące od Zaufanych Partnerów. Mogą oni korzystać z plików cookie do celów reklamowych, analitycznych i statystycznych. Strona wykorzystuje oprogramowanie analityczne od Zaufanych Partnerów (Google Analitics, Facebook), zamieszczając w urządzeniu końcowym Użytkownika kody umożliwiające zbieranie danych o nim. Janusz Palikot

X