Umarła

Umierając nie miała nic do powiedzenia – to zdanie (chyba z Dostojewskiego) przyczepiło się do mnie od kilku dni i nie odpuszcza.

Kostka granitowa

W całym kraju powstają place, deptaki, skwery wykładane już nie tylko kostką betonową, jak 10 lat temu, ale płytami i kostką granitową. Trzeba powiedzieć, że pierwsza była Warszawa i że oddziaływanie tego przykładu jest niesłychane.

Wczoraj widziałem taką potężną inwestycję w Rzeszowie, a kilka dni temu otwarto ogromny Plac Litewski w Lublinie. Niebywała to zmiana na plus. Na tym tle odstają niestety Kraków i Gdańsk. Piękne miasta, ale bez porządnych chodników i ulic w centrach. Tymczasem nawet zrujnowana kamienica wygląda ładnie, po włosku, jeśli ma wokół dobrą nawierzchnię drogi i chodnika.

Chłopiec do bicia

Dzisiejsza Polska stała się w Europie chłopcem do bicia. W kampaniach w Niemczech i we Francji używa się Polski jako negatywnego przykładu. Strasznie to smutne.

Marek Janicki

Wczoraj zmarł Marek Janicki. Był pierwszym szefem agencji McCann Erickson. Zaczynałem swoją pracę w biznesie i rozumienie marketingu we współpracy z nim – o wiele bardziej ode mnie doświadczonym w reklamie. Byłem też z nim pierwszy raz w życiu w japońskiej restauracji w Warszawie. To było gdzieś w 1993-1994 roku.

Wiele się od niego nauczyłem, ale przede wszystkim tej zasady: dobry marketing polega na tym, że produkt musi być dobry.

Dzięki Marku.

Kraków

Spędziliśmy wczoraj wspaniały dzień w Krakowie. Trochę jak za granicą. Rano o 10-ej poszliśmy do muzeum Czapskiego. Świetny budynek swoją drogą i genialnie zestawiony z tradycyjną architekturą. W muzeum znakomita wystawa o Grupie Krakowskiej.

Szkoda może, że stała wystawa o Czapskim jest tak zdominowana przez Katyń i drugą wojnę światową. To oczywiście wielka rzecz, co Czapski zrobił w tej sprawie, dając świadectwo prawdy, ale jego życie to dużo więcej niż „Na nieludzkiej ziemi”.

Swoją drogą zobaczyłem tam wydanie tej książki z okresu stanu wojennego i przypomniała mi się historia, gdy 1982 roku jechałem autobusem z Lublina do Biłgoraja i miałem pełny plecak z książką Czapskiego w bardzo małym formacie, który jest w muzeum. Była to oczywiście książka nielegalna… Autobus zatrzymany został przez patrol wojskowy i żołnierze weszli do środka, sprawdzając co kto wiezie. Kiedy dotarli do mnie, to byłem pewien, że wyjdę w kajdankach. Sprawdzający mnie żołnierz otworzył plecak i… po chwili powiedział: wszytko w porządku. Popatrzył mi w oczy i wyszedł z innymi.

Ale wracając do Czapskiego – za mało w stałej wystawie jest o nim jako malarzu. Tym niemniej całość muzeum świetna.

Stamtąd poszliśmy do MOS, aby zobaczyć budynek projektu Ingardena. Warto, bo to architektura współczesna na światowym poziomie. Potem odwiedziliśmy sklep polskiego designu w „Dolnych młynach”. O tym miejscu już pisałem – jest to takie krakowskie Soho z tysiącami ludzi.

I wreszcie zjedliśmy obiad w bardzo dobrej restauracji rybnej Farina na św. Marka. Polecam. A po obiedzie Mocak. I tu już zupełne szaleństwo. Tak ładnego muzeum nie ma żadne miasto w Polsce. Rewelacyjne. Znakomite też wystawy… Obok fabryka Schindlera.

I tak minął dzień. Bo wieczorem był panel dyskusyjny poświęcony Cezaremu Wodzińskiemu i okazało się, że już nie zdążyliśmy odwiedzić ani muzeum Kantora, ani Europejskiej kultury, ani Krakowa podziemnego i wielu innych.

Trzeba powiedzieć, że Kraków jest teraz niezwykle atrakcyjny pod tym względem. Jeśli coś razi to pijane hordy wieczorami oraz niewyremontowane ulice i chodniki. Ale to drugie pewnie da się szybko zrobić.

Dolne młyny w Krakowie

Kraków pozazdrościł Warszawie Soho i Warszawy Wschodniej i zrobił to samo, tylko jeszcze lepiej. W dawnej fabryce papierosów, jeszcze z dziewiętnastego wieku, zrobiono prawdziwą stolicę hipsterki i wszelkiej alternatywy. Bary, neony, poprzemysłowe zakątki, restauracje i dźwięki. Jest czad.

Kurki

Pojawiły się kurki, więc przypominam znakomity i prosty przepis na risotto z kurkami. Ryż gotujemy jak zawsze – najpierw cebula z czosnkiem i kiedy poczujecie zapach czosnku smażonego na oleju, dodajemy tyle garści ryżu, ilu jest gości. Kiedy ryż trochę podsmaży się w oleju z czosnkiem i cebulą (1 minutę) to dodajemy bulion warzywny i gotujemy, uzupełniając bulionem, aż ryż stanie się prawie al dente, następnie trochę białego wina, po jego odparowaniu kurki, odrobina kurkumy, a po chwili parmezan i sól. Posypujemy na talerzach grubo mielonym czarnym pieprzem.