Sportowa medycyna

Za tak zwanej komuny wszyscy mieliśmy gimnastykę w szkole oraz wiele zasad w medycynie wychodzących z doświadczeń medycyny zajmującej się sportowcami, skrajnie scjentystycznej. Przez ostatnie lata ten model się bardzo zmienił, nie tylko zresztą w Polsce.

Otóż po pierwsze gimnastyka po przebudzeniu: 20 przysiadów. Znakomicie uruchamia hormon wzrostu (pracę stożka wzrostu), który nota bene jest najbardziej zabronionym dopingiem dla sportowców. Można to wzmocnić drogą kuracją z pobraniem tego hormonu. Niesamowicie wzmacnia układ immunologiczny i daje siłę. Dalej prysznic zakończony krótkim opłukaniem się zimną wodą. Zastępuje poranną kawę i przyspiesza metabolizm.

W ciągu dnia minimum dwa litry wody oraz suplementy, w tym tak zwana siara, czyli lek z pierwszego mleka krowy, ale też magnez z potasem i selenem oraz herbata ze świeżej pokrzywy.

Godzinny spacer lub pływanie na SUP-ie, czyli na stojąco – wzmacnia kręgosłup i spala cukier. Dużo witaminy D3 oraz witaminy C i wszystkiego, co wspiera immunologię człowieka. To powinno zastąpić leki.

Nietoperz

Wprowadził się do salonu w Dzierwanach i nie chce go opuścić. Świecimy w niego latarką – nic. Żadnej reakcji. Dotykamy kijkiem – przelatuje na drugą stronę. Otwieramy drzwi, okna, zapalamy wszystkie światła, hałasujemy i to nic nie daje.

czytaj dalej…

Dzwoniący

Opowiadał mi podlaski kowal jak to siekiery kiedyś dzwoniły. Dobrze zrobiona siekiera ma dźwięk jak kryształowy kieliszek, toteż gdy grupa cieśli pracowała, wówczas to jakby jakiś zespół grał awangardową muzykę. A dziś to raczej głuche, tępe uderzenia; siekiery nawet od najlepszych firm nie mają dźwięku.

I zakończył: dziś ani kieliszki nie dzwonią, ani siekiery nie dźwięczą, ani domy nie mówią.

Brak alternatywy

Gdy rządziła Platforma to wszyscy powtarzali, że nie ma alternatywy i wprawdzie Tusk słaby, a cała PO taka sobie, ale cóż, skoro nie ma alternatywy – chociaż oczywiście alternatywa była, jest i będzie. Także dziś słyszę – PiS-owi rośnie poparcie, bo nie ma alternatywy. I choć są to wredne i nieudolne rządy, które nas pchają w nicość, no to przecież ludzie nie będą głosować na Schetynę, Petru czy Kukiza. A tymczasem oczywiście każdy z nich jest lepszy i mniej szkodliwy od Kaczyńskiego, choć ten ostatni ma jeszcze gorszych następców.

Przyjdą wybory i ludzie wybiorą to, co będzie dla nich najbardziej bezpieczne. Niezależnie od tego czy i jaka jest alternatywa. A przecież od Biedronia i Nowackiej zaczynając, a na Schetynie, Trzaskowskim i Budce kończąc, jest ogromna ilość możliwości.

Kto się okaże najbardziej bezpieczną propozycją? Dziś wszystko wskazuje na PO w jakiejś koalicji całej opozycji z nowymi twarzami, ale przecież wszystko jest wciąż możliwe.

Genialna Barcelona

Katalończycy to obywatele, a nie kundle. Nie dają się zastraszyć ani szantażować terrorystom. Są pewni swoich racji, swoich praw i to jest prawdziwa Obrona Terytorialna, a nie na pokaz.

Franek trębacz

Franek trębacz

Otrzymałem taką oto wiadomość na maila:

 

Szanowny Panie Januszu,

[…]Od 1993 roku przyjeżdżam też do Sejn i Ośrodka „Pogranicze sztuk, kultur, narodów”. Od pierwszego mojego spotkania z ludźmi w Sejnach wiedziałam, że to jest moje środowisko, że to, co i jak robią oni, ja też chciałabym robić. Na moich oczach rosły kolejne pokolenie dzieciaków z „Kronik sejneńskich” i „Orkiestry klezmerskiej”. O tym nie będę Panu opowiadać i zabierać czasu, bo przecież nie raz Pana widziałam w Sejnach i Krasnogrudzie i przypuszczam, ze Pan doskonale sam to wszystko wie.

czytaj dalej…

Megasukces „Snu o mieście”

Ponad 10 tys. ludzi chciało wejść na ostatni pokaz „Snu o mieście”. Przedstawienie, widowisko muzyczno-teatralne o historii Lublina oglądało jednorazowo ok. 5 tys. osób, co daje łącznie ok. 25 tys. A tysiące ludzi się nie dostało.

Janusz Opryński odniósł niesamowity sukces, a wraz z nim wróciła sława Czechowicza i samego Lublina. Władze miasta obiecały kolejne spektakle.

W tym wydarzeniu niezwykła jest nie tylko skala odbioru, ale też zakres tożsamości miasta. Ludzie utożsamiają się ze swoim miastem i odczytują, że bycie na linie ma coś z lubelskiego losu – przedstawienie rozgrywa się w powietrzu, nad głowami widzów.

To ogromna zmiana, oznaczająca, że rewolucja mieszczańska się jednak przebija.