Lewandowski w Realu?

Ach, to byłoby świetne. Wreszcie reprezentacja Polski miałaby swoją rangę – za Realem. Wspaniale. Nie mogę się doczekać.

EDIT: Ponieważ wpis, jak widzę, jest niezrozumiały: chodzi oczywiście o emocje kibiców, a nie klasyfikacje czy rankingi. Polscy kibice angażowaliby się w Real bardziej niż tylko w Legię czy w reprezentację narodową. Przepraszam, że muszę wyłożyć kawę na ławę. Ale inaczej, jak widzę, jestem niezrozumiały.

Kibice ze Szwecji

Wczoraj na Placu po Farze w Lublinie przez cały dzień siedzieli kibice Szwecji. Było żółto, było wesoło, dość głośno, ale nie agresywnie. Pili piwo, lubelski cydr i cały dzień pytali o marychę. Pogodni ludzie. Trochę wycofani, ale w sumie, jak się porówna z nami, bardzo zespołowi i na luzie. O dziwo nie wywoływali też żadnej agresji po drugiej stronie. Malowali za darmo w ich barwy, konsumowali, cieszyli się wolnym dniem. Jakaś niedostępna nam łagodność życia.

„Miasto zmarłych” Trelińskiego

Zaspokojone pragnienie to śmierć miłości. Kobieta zdobyta to kobieta martwa. Kochanek jest jak seryjny morderca: zdobywa i porzuca, czyli zabija. Żona, najbardziej kochana, jest dziwką, ciągle zdobywaną. Miasto miłości jest miastem umarłych. Okrutny jest jednorożec. Jakie to odległe od naszego codziennego chamstwa.

Naród

Wszyscy powinni pamiętać jak zdradliwe – niekiedy monstrualnie niebezpieczne – potrafi być słowo „naród”. Jak brutalnie niegościnne, wykluczające, w skrajnych przypadkach eksterminacyjne i ludobójcze. Więcej nieszczęścia i żałoby przysporzyło, niż dobrobytu i pomyślności.

– Cezary Wodziński

Kuchenne rewolucje w architekturze

Marzy mi się taki program, gdzie znany architekt projektuje za kwotę do 100 tys. zł. przebudowę dowolnego brzydkiego domu w Polsce. A jest ich tysiące, zaczynając od gierkowskiej kostki, przez gargamele, czyli dworek z lat dziewięćdziesiątych, po współczesne „nie wiadomo co”.

Taki program to prawdziwa publiczna misja. Oduczyć ludzi brzydoty, stawiania domu na wzgórzu, rezygnacji z drewnianych, starych domów po dziadkach czy skromnych, murowanych domów z lat sześćdziesiątych. To by było coś.

Te 100 tys. zł. to musiałby być oczywiście bonus dla właściciela domu. Za to, że pokonał brzydotę.

Demokracja

Od lat wszyscy narzekają na demokrację, powtarzając słynną formułę: ale nic lepszego nie wymyślono. Fakt, że w dzisiejszych czasach aż strach ruszać tę osłabioną konstrukcję, jaką jest demokracja, bo demony populizmu zbudują w jej miejsce nie wiadomo co. Ale być może warto przeprowadzić pewną dyskusję i oczekiwać, że jesteśmy w stanie przynajmniej wymyślić system sprawniejszej demokracji, na miarę naszych czasów i naszych doświadczeń, nie bacząc czy dziś jest szansa na jej wdrożenie.

Pewien wybitny przedsiębiorca podsunął mi następujące propozycje i niejako zmusił do rozważania tej kwestii. Oto jego pomysły:

1. Dzieci mają głos. Ale tym głosem dysponują do 18-ego roku życia (a może 16-ego) rodzice. Nie jest problemem, gdy wyjdą ułamki głosów, bo da się przecież dodawać i zliczać. Zatem rodzice z jednym dzieckiem mają po 1,5 głosu.

2. Emeryci przekazują swój głos swoim dzieciom z automatu. A jak nie mają dzieci, to wnukom. Dopóki pracujesz, dopóty głosujesz. Wchodzisz w wiek emerytalny – twój głos wędruje do młodszych pokoleń.

3. Siedzisz w więzieniu – w tym czasie nie masz głosu. Wyjdziesz i wrócisz do życia na wolności, to odzyskujesz głos.

4. Masz domiar podatkowy powyżej miliona – tracisz głos na rok. Domiar na dwa miliony – tracisz głos na dwa etc.

5. Zapłaciłeś ponad milion podatku to masz o jeden głos więcej. Zapłaciłeś dwa to masz dwa głosy.

6. Zostałeś profesorem – masz dwa głosy.

7. Dostałeś Nobla – masz dziesięć głosów.

8. Masz państwowy egzamin ze znajomości 5 języków – masz dwa głosy.

Profesor, który ma piątkę dzieci, Nobla, włada pięcioma językami i płaci ponad milion podatku, miałby niemałą liczbę głosów. A co, nie powinien mieć?

Wówczas hasło „Bóg, honor, ojczyzna” można by zastąpić „Pracowitość, uczciwość, solidarność”.

Po stronie przyjaźni

Otrzymałem wczoraj egzemplarz „Przeglądu Politycznego” poświecony Cezaremu Wodzińskiemu. Niemal dokładnie w pierwszą rocznicę jego śmierci.

Był moim przyjacielem, a jak mawiał Arystoteles, przyjaciół ma się tylko kilku, maksymalnie trzech! Myślę o tym, przeglądając ten znakomity wybór w „Przeglądzie Politycznym”, że obdarzył mnie niezwykłą hojnością, wręcz nie do ogarnięcia.

Uwaga, dyscyplina, precyzja; życzliwość i ciekawość ludzi. I jeszcze więcej tego było. Wprost niebywałe.